MADENT Sp. z o.o.

Gdańsk, ul. Bohaterów Getta Warszawskiego 13/1
tel.(058) 346-02-55, 344-61-27

Gdynia, ul. Abrahama 45
tel.(058) 620-04-39, 620-28-12

Elbląg, ul. Zielona 1
tel.(055) 236-64-44

Strona główna

O firmie

Co słychać ?

Promocje

Narzędzia

Szkolenia

Galeria zdjęć

Kontakt

Newsletter











Newsletter

Szanowni Państwo,
jeżeli chcecie otrzymywać informacje na temat szkoleń, promocji oraz innych akcji organizowanych przez naszą firmę dołączcie do grona naszych klientów:

Nazwa firmy / Nazwisko i Imię:

E-mail:

Telefon:




Co słychać ?


Cóż, prawda jest smutna – zawód dentysty rzadko bywał natchnieniem dla poetów. Tym bardziej należy docenić wiersz Juliana Tuwima, będący z jednej strony hołdem złożonym tej szlachetnej profesji, z drugiej - poetycką relacją ze stomatologicznej wizyty, zakończoną niezwykłym wyznaniem miłosnym. Zdecydowanie więc warto przypomnieć treść tej literackiej perełki, a przy okazji – rozszyfrować ukryte w niej znaczenia.

Wiersz rozpoczyna buńczuczna deklaracja podmiotu lirycznego, której adresatem jest bez wątpienia lekarz dentysta:

„Torturą nie nastraszysz! Średniowiecze, Chiny,
Szczur w brzuchu, ołów w gardło, igły za paznokcie -
Furda, gdy się rozdziawiam świdrowi maszyny
I w poręcze fotelu ostro wbijam łokcie!”

Trudno jednak nie zauważyć, iż odważnym słowom podmiotu lirycznego nie towarzyszy rzeczywista odwaga. Wbite w poręcz fotela łokcie są najlepszym dowodem, że pacjent tak naprawdę śmiertelnie się boi zabiegu i z dużym napięciem czeka na rozwój wydarzeń.

W kolejnej zwrotce przedmiotem opisu staje się urządzenie, które do dziś wywołuje lęk i niepokój pacjentów. Warto przy tym zauważyć, iż poeta nie tylko opisał wygląd i działanie dentystycznej wiertarki, lecz również wydawane przez nią charakterystyczne odgłosy:

Żmijo z żądłem żelaznym, zajadła wiertarko,
Śrubo w kość mą wkręcona pędzącym obrotem,
Mrowiem ciarek piłując i zgrzytliwą tarką,
Kiedyż pod nerw zajedziesz warczącym świergotem?

Kolejna strofa nie pozostawia żadnych wątpliwości - zabieg powoli się zbliża do punktu kulminacyjnego. Dreszcz przeszywający ciało „przekrwionym, pulsującym włóknem”, okrzyki bólu i niekontrolowane odruchy – ten poetycki opis cierpień podmiotu lirycznego charakteryzuje się wyjątkową sugestywnością.

Struną od pięt do czaszki, sztywniejszy od śmierci,

Cały drgając przekrwionym, pulsującym włóknem,

Czekam mózgiem kipiącym, aż się wessiesz, wwiercisz,

Gdy pod niebo zawyję i łbem w sufit huknę!

Kolejna strofa – ze względu na swój metaforyczny charakter – zmusza nas do nieco większego wysiłku interpretacyjnego. Najprawdopodobniej jest opisem rozpaczliwej próby ucieczki z fotela, skutecznie udaremnionej przez „zwinnego dentystę”:

Wtedy, zwinny dentysto, skocz za mną pod pułap,
Gdzie huśtam się jak małpa! – tam gębę otworzę!
Stalowym chwytem cęgów kość krzyczącą ułap
I wyłam mi ze szczęki rosochaty korzeń!

Wiersz kończy strzelisty akt wdzięczności. Podmiot liryczny - nareszcie uwolniony od nieznośnego bólu – popada w niemalże miłosną ekstazę i czyni nader intymne wyznanie:

A kiedy z żyrandola spadniemy zziajani,

Skrwawieni i pijani jak kochanków dwoje,

Mdlejąc ze szczęścia, szepnę miłośnie: „O, pani…”

I, jak ząb, wyrwę z piersi wdzięczne serce swoje.

Warto jednak podkreślić, iż gruntowna analiza wiersza prowokuje do kilku pytań, na które trudno znaleźć jednoznaczne odpowiedzi. Po pierwsze - kto tak naprawdę przeprowadza zabieg: „zwinny dentysta” czy raczej „piękna dentystka”? Po drugie, co jest przedmiotem poetyckiego opisu: leczenie zachowawcze czy kanałowe? Po trzecie – czemu w trakcie zbiegu dochodzi do ekstrakcji zęba (czyżby dentysta postawił złą diagnozę)?





 Promocje